Moja droga prowadziła przez coś więcej niż medytację
Czytasz książkę, słuchasz wykładu, robisz kurs i czujesz, że wszystko zaczyna się łączyć. Rozumiesz, o czym mowa. Podczas medytacji czy warsztatu doświadczasz czegoś, co trudno później opisać. Czujesz swoją moc, widzisz możliwości i przez chwilę naprawdę wiesz, że możesz zmienić swoje życie.
A później wracasz do codzienności. Nadal chcesz, nadal widzisz w tym sens, ale nie potrafisz wprowadzić tego tak, jak sobie wyobrażałeś. Coś się zmienia, coś innego pozostaje po staremu. Słuchasz historii ludzi, którym się udało, i zastanawiasz się: skoro rozumiem i próbuję, to dlaczego u mnie przychodzi to tak trudno?
Znam to ze swojego życia. Książki Joe Dispenzy przeczytałem kilka razy. Dopiero przez ostatnie dwa lata udało mi się wprowadzić codzienną medytację i manifestację. Dzisiaj przygotowuję się do jego warsztatów, na które od dawna chciałem pojechać. Robiąc kurs przygotowawczy, rozpoznaję rzeczy, które już stały się częścią mojego życia. Wcześniej czytałem o nich, rozumiałem je — i mimo wszystko nie potrafiłem nimi żyć.
Książki, kursy i poczucie, że wszystko ma sens
Nie skończyło się na Dispenzie. Były kolejne kursy, Mindvalley, książki i nagrania Louise Hay, Eckharta Tolle oraz wielu innych osób. Słuchałem o świadomości, manifestacji, przekonaniach i różnych prawach, które według tych autorów wpływają na nasze życie. Wracałem do tych tematów, porównywałem je z własnymi doświadczeniami i coraz więcej rozumiałem.
Zdarzały się momenty, w których wszystko wydawało się jasne. Czułem, że właśnie tego szukałem. Wiedziałem, że chcę iść w tym kierunku. Po medytacji, ceremonii czy warsztacie miałem poczucie ogromnych możliwości. To, co wcześniej wydawało się odległe, nagle stawało się dostępne.
A jednak ten stan nie oznaczał jeszcze, że potrafiłem tak funkcjonować każdego dnia. Mogłem coś zrozumieć, głęboko przeżyć, a później nadal reagować w znany sposób. Chciałem zmiany, ale samo przekonanie, że jest możliwa, nie wystarczało, żeby ją wprowadzić.
Dzisiaj, kiedy ponownie słucham tych samych treści, widzę różnicę. Słowa są podobne. Ja jestem już w innym miejscu.
Siedem lat pracy, których nie widać na pierwszy rzut oka
Przez ostatnie siedem lat intensywnie pracowałem nad sobą. Wziąłem udział w ponad trzydziestu ceremoniach z ayahuaską. Ukończyłem podstawowy i zaawansowany kurs szamański, kurs radiestezji, szkolenie z konstelacji i kolejne kursy, podczas których jednocześnie uczyłem się i zajmowałem własnymi sprawami.
Mam również za sobą trzy lata nauki medycyny chińskiej. Poznając kolejne zagadnienia, przyglądałem się swojemu ciału, emocjom i temu, jak różne aspekty mojego życia łączą się ze sobą.
Uczestniczyłem w około dwustu–trzystu konstelacjach, być może więcej: jako uczestnik, reprezentant i osoba prowadząca je dla innych. Własnych ustawień, dotyczących różnych obszarów mojego życia, miałem około dwudziestu–trzydziestu. Do tego doszło mniej więcej czterdzieści–pięćdziesiąt regresji na przestrzeni lat, w tym dziewięć bardzo intensywnych w zeszłym roku. Nie prowadziłem dokładnego rejestru, więc te liczby są orientacyjne.
Nie wiem, czy każdy z tych kroków był konieczny ani czy moja droga mogła wyglądać inaczej. To nie jest zestaw praktyk do powtórzenia. Tak wyglądały moje poszukiwania, z całą ich intensywnością.
Dzisiaj wiele rzeczy przychodzi mi lżej. Ale za tą lekkością są lata, podczas których wcale nie było lekko.
Co odkrywałem we własnej historii?
Stopniowo dostrzegałem przekonania, które wcześniej przyjmowałem za oczywistość. Przyglądałem się relacjom z rodzicami, własnym doświadczeniom i temu, co powtarzało się w moim życiu. Zaczynałem widzieć, jak wiele decyzji podejmowałem pod wpływem rzeczy, których wcześniej nie rozpoznawałem.
Konstelacje i regresje były częścią tego procesu. Wracałem do historii rodzinnej i przeżywałem doświadczenia, które interpretowałem jako obciążenia rodowe czy obrazy poprzednich wcieleń. Był to mój sposób rozumienia tych przeżyć; same w sobie nie rozstrzygają one, skąd pochodziły ani czy odpowiadały rzeczywistym wydarzeniom.
W moim odczuciu wiele rzeczy, które nosiłem na plecach, stopniowo traciło swój ciężar. Zmieniał się mój stosunek do siebie, do bliskich i do tego, co mnie spotkało. Pewne rzeczy akceptowałem, inne zaczynałem rozumieć inaczej. Przekonania, które wcześniej kierowały moimi reakcjami, przestawały mieć taką samą siłę.
Zauważałem, że coraz łatwiej przychodzi mi robić coś, co wcześniej pozostawało głównie w sferze rozumienia. Samo wyobrażenie sobie nowego życia nie sprawiało jeszcze, że potrafiłem w nim funkcjonować. W trakcie tej pracy zaczynałem zmieniać również swoje codzienne wybory.
Dopiero wtedy codzienna praktyka stała się możliwa
Przez ostatnie dwa lata udało mi się wprowadzić codzienną medytację i manifestację. Nie odkryłem wtedy po raz pierwszy, że warto medytować. Wiedziałem o tym znacznie wcześniej. Zmieniła się moja zdolność do tego, żeby rzeczywiście to robić i przenosić tę pracę na resztę dnia.
Przepracowałem mnóstwo przekonań i spraw, które w moim odczuciu wcześniej mnie zatrzymywały. Zacząłem dostrzegać własne reakcje i podejmować inne decyzje. To, co nazywam nadpisywaniem starych programów, stawało się konkretnym doświadczeniem.
Teraz, robiąc kurs przygotowawczy przed warsztatami Joe Dispenzy, wielokrotnie myślę: przecież ja już do tego dochodziłem. Inną drogą, korzystając z różnych doświadczeń, ale rozpoznaję podobieństwa. Dzisiaj potrafię połączyć jego słowa z tym, co sam przeżyłem.
Wcześniej czytałem i rozumiałem. Teraz rozumiem również przez doświadczenie. Właśnie to mam na myśli, kiedy mówię, że czuję się gotowy.
Moje życie zmieniało się jeszcze przed warsztatami
Zmieniłem swoje życie diametralnie — fizycznie, psychicznie i w relacjach. Jeszcze rok temu stan mojego kręgosłupa był bardzo zły i miałem ogromne trudności z chodzeniem. Dzisiaj widzę, jak daleko zaszedłem w odzyskiwaniu sprawności. Był to złożony proces; nie potrafię przypisać tej poprawy jednej praktyce ani wyciągać z niej wniosków o leczeniu innych osób.
Postanowiłem, że chcę coś zmienić, i szukałem sposobów. Nie czekałem na wyjazd do Joe. Teraz, kiedy słucham jego materiałów, dostrzegam podobieństwa między tym, o czym mówi, a tym, co robiłem. Wcześniej nie umiałem tego tak połączyć.
Nadal pracuję nad obszarem finansowym. Tam również przyglądam się swoim przekonaniom i temu, jak przekładają się na moje decyzje. Wiele już się zmieniło, ale są kolejne rzeczy, którymi się zajmuję. Codzienna praktyka nie oznacza, że wszystko mam rozwiązane.
Wiedziałem dużo. Korzystanie z tej wiedzy przyszło później
Patrząc wstecz, widzę, że mogłem jednocześnie bardzo chcieć zmiany i nie umieć jej wprowadzić. Kolejna książka wnosiła coś ważnego, kolejny kurs pomagał coś zrozumieć. Jednak później nadal zostawałem ze swoimi przekonaniami, reakcjami i decyzjami.
U mnie różnica zaczęła pojawiać się wtedy, kiedy zajmowałem się konkretnymi sprawami we własnym życiu. Relacjami, przeszłością, tym, co myślałem o sobie i co przyjmowałem za prawdę. Z czasem coraz więcej z tego, co rozumiałem podczas medytacji czy warsztatu, znajdowało miejsce również w codzienności.
Nie musiałem zakończyć całej pracy nad sobą, żeby zacząć medytować regularnie. Jedno rozwijało się razem z drugim. Ale wcześniej potrzebowałem przejść pewną drogę, żeby praktyka przestała być czymś, co ciągle próbuję wprowadzić.
Dziś właśnie w tym widzę ważną część odpowiedzi na swoje wcześniejsze trudności. Nie zakładam, że wyjaśnia to brak efektów u każdego. W moim życiu pomiędzy „to ma sens” a „potrafię tak żyć” wydarzyło się wiele rzeczy, których nie dało się załatwić samym przeczytaniem kolejnego rozdziału.
Te same nauki, ale ja jestem już w innym miejscu
Od dawna marzyłem o wyjeździe na tygodniowe warsztaty z Joe Dispenzą — na jego stronie znajdziesz je pod nazwą Week Long Retreat. Teraz mam kupiony bilet, robię kurs przygotowawczy i jestem naprawdę bardzo szczęśliwy, że wreszcie mogę tam pojechać.
Ten moment zbiega się z poczuciem, że potrafię już wprowadzać w życie rzeczy, które kiedyś rozumiałem głównie w teorii. Medytacja i manifestacja stały się częścią mojej codzienności. Widzę zmiany w swoich reakcjach, przekonaniach i relacjach.
Czuję się gotowy na kolejny duży krok — mój następny „quantum jump”. Jadę z ogromną radością i przekonaniem, że będę potrafił skorzystać z tego doświadczenia. Przez lata wiele rzeczy wymagało ode mnie intensywnej pracy. Teraz czuję więcej lekkości i chcę pójść dalej.
Z własnych poszukiwań narodziła się pasja do poznawania człowieka
Z czasem poznawanie siebie przerodziło się w pasję do poznawania człowieka. Coraz bardziej interesowało mnie, jak nasze doświadczenia i przekonania przejawiają się w relacjach, zdrowiu, pracy czy finansach. Nadal się uczę i studiuję. Dzisiaj pracuję również z pacjentami z całego świata, towarzysząc im w przyglądaniu się własnym trudnościom i schematom.
Z tych doświadczeń powstała moja książka „Najważniejsze spotkanie – Gdy oczywiste przestaje działać”. Pisząc, porządkowałem własną historię: to, co przeżyłem, co się zmieniło i jak do tego doszedłem. Znalazły się w niej również etapy, kiedy miałem wiele pytań i nie potrafiłem jeszcze zrobić tego, co dzisiaj jest częścią mojego życia.
Teraz wracam do książek i nauk, które znałem wcześniej. Czytam te same słowa, ale coraz częściej widzę w nich własne doświadczenia. To, co kiedyś wydawało się piękne i odległe, stopniowo staje się moją codziennością.




